Bieszczadzka jesień – każdy kto ją widział, powiedział, że słowami nie da się jej opisać, trzeba ją zobaczyć. Więc nasi cykliści z KTK “Szprycha” wsiedli do pociągu i pojechali tam.
“Po kilku ładnych godzinach jazdy znaleźliśmy się w Sanoku i dla rozprostowania nóg postanowiliśmy zrobić sobie trochę przerwy w podróży. Spacerując, napotkaliśmy siedzącego na ławeczce dobrego wojaka Szwejka. Po dotarciu do sanockiego Rynku zwiedziliśmy kościół oo. Franciszkanów, którzy zostali tutaj sprowadzeni w XIV w. oraz spotkaliśmy znanego artystę malarza i rodowitego sanoczanina Zdzisława Beksińskiego. Będąc w Sanoku warto również odwiedzić Muzeum Budownictwa Ludowego – pierwsze i największe pod względem liczby zgromadzonych obiektów muzeum etnograficzne w Polsce założone po drugiej wojnie światowej, a prezentujące kulturę ludową pogranicza, które do lat czterdziestych zamieszkane były przez kilka grup etnicznych. Po długim spacerze kontynuowaliśmy podróż z naszym bieszczadzkim przewoźnikiem Turek Taxi Ustrzyki Dolne, z którego usług korzystaliśmy każdego dnia. Na bazę noclegową wybraliśmy Ustrzyki Dolne i urokliwy Domek Marców.
Jak najszybciej chcieliśmy zobaczyć ten magiczny, wielobarwny krajobraz, dlatego już drugiego dnia pobytu wybraliśmy się na Połoninę Wetlińską. Z Przełęczy Wyżnej dotarliśmy do Chatki Puchatka, trochę odpoczynku i wyruszyliśmy na połoninę. Pogoda nas bardzo mile zaskoczyła. Słońce, piękne widoki, a zaraz podający śnieg i znów słońce i w dali mieniące się wielobarwne wzniesienia, pod nogami błotko, a w sercu zachwyt nad magią i pięknem tego miejsca. I tak dotarliśmy do Przełęczy Orłowicza i przy zachodzącym słońcu zeszliśmy do Wetliny.
Trzeci dzień zaczęliśmy od spaceru po zaporze solińskiej. Następnie ruszyliśmy na trasę wzdłuż jeziora, aż do Polańczyka, były podejścia i zejścia, które cała nasza grupa dzielnie pokonywała. Towarzyszyła nam złota, polska jesień, a w lesie piękne rude rydze. Po wędrówce odpoczęliśmy w przydrożnej karczmie, jeszcze krótki spacerek przez ten uzdrowiskowy kurort i powrót do naszej bieszczadzkiej chaty.
Następnego dnia postanowiliśmy zacząć zdobywać Koronę Gór Ustrzyckich. Wyruszyliśmy z Ustjanowej Dolnej. Po przejściu ok. 4 km dotarliśmy na Holicę, a następnie na wieżę widokową na Żukowie. Widoki znów nie do opisania. Kontynuując naszą wędrówkę, postanowiliśmy zejść do Równi. I tutaj spotkaliśmy się z prawdziwą ścianą – strome, błotniste zejście. Ale poradziliśmy sobie i tym razem, choć miejscami chciało się już usiąść i po prostu zjechać. Po dotarciu do Równi, zwiedziliśmy urokliwą z XVIII w. grekokatolicką cerkiew, obecnie jest to kościół rzymskokatolicki. Po powrocie do Ustrzyk zweryfikowaliśmy i zdobyliśmy brązową Odznakę Korony Gór Ustrzyckich.
No i przyszedł dzień wyjazdu, ale nie atrakcji. Jadąc do Przemyśla wstąpiliśmy do słynnego Arłamowa. Spodobał nam się Przemyśl. Spacerując dotarliśmy do Rynku, Zamku Kazimierzowskiego oraz nawiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej. Spotkaliśmy pierwszego Polaka, który opłynął świat bez zawijania do portu z Gdyni do Gdyni, a był nim kapitan Henryk Jaskuła. I wyruszyliśmy w podróż powrotną do domu. Ale… Przesiadkę mieliśmy w Łańcucie i tutaj zdążyliśmy zwiedzić Muzeum Gorzelnictwa. W Łowiczu zameldowaliśmy się o tuż po 19.
Na pewno była to niezapomniana wyprawa w magiczną, jesienną krainę. Bieszczady jesienią – tam trzeba pojechać, bo żadne słowa nie opiszą tego co oczy zobaczą.”
tekst: TW, zdjęcia: KTK “Szprycha









